Lilly Allen It's Not Me, It's You
2009, Capitol
7.4
- Fajnego masz tego bloga, wiesz?
- Dzięki, a ty nagrałaś fajny debiut, bez kitu.
- Taaak?
- Taki duży, różowo-niebieski. Jak porodówka z lotu ptaka.
- Hihi. A co sądzisz o drugiej płycie?

- Szczerze? Bardzo ok, ale spektaklu brak...
- O, czorcie...
- Znaczy myślę, że dobrze cię wyraża, ale możliwe, że jesteś taka tylko ze mną, a z tym jebanym arabskim miliarderem inne rzeczy chodziły ci po głowie.
- A jaka jestem tylko z tobą?
- No wiesz. Długie, sążniste kawałki. Z nim pewnie byś o połowę krótsze nagrała. Ale naprawdę niekiedy czarujesz po prostu, kontakt z tobą jest jak wbieganie po schodach ku światłu. Kojące. Jednak może się to nawet nie tyle znudzić, co jakoś, wiesz...
- Lubisz szybkie akcje? Prozac z wódką i prezydenci Ameryki?
- No. I bieganie po Seattle ze sprayem...
- To się nigdy nie wydarzy, kotku.
- Wiem. A nawet jak spróbujesz wyjdzie ci coś w stylu Fuck You...
- No już nie udawaj, wiem, że jesteś romantyczny, ale ja nie. Wiem tylko jednocześnie, że wchodzisz w to, kiedy mówię Metro Goldwyn Meyer i śpiewam ci refren Back to the Start.
- Haha, wiesz, że nie chodzę z tobą na filmy tylko do kina, gówniaro.
- Masz mniej niż ja i wracaj do swojego pierdolonego... no, czego tam słuchasz. I tak wiem, że będziesz mnie zawsze lubił bardziej niż Uffie i Kid Sister, bo kręcą cię tylko białe laski i to nie te w old-schoolowych bluzach.
- Chyba, że taka bluza na gołe ciało, ewentualnie z biżuterią No żartuję. Potrzebuję takich jak ty, świat potrzebuje takich jak ty. Po prostu więcej nie wchodź w drogę Britney jak przy okazji Womanizera, jesteś ponad to! i pierdolić Amy Winehouse.
- Pierdolić. Ok, naprawdę fajny ten nasz dating schedule, ale mnie ubodło to, że nie ma ze mną ostatnio szybkich akcji...
- Zmień to, mała. Możesz.
W momencie, gdy nasze managementy stwierdziły, że dla prasy dobrze będzie ogłosić nas na tydzień-dwa parą, trochę było to krępujące. Ostatecznie ja i Lilly, ej! przewiń do tyłu. W końcu jednak kilka ostentacyjnych randek w towarzystwie paparazzi przekonało nas, że o ile nie jesteśmy dla siebie stworzeni, to możemy spędzić parę miłych chwil, a obowiązkowe pójście do łóżka będzie przygodą, nie katorgą wśród śniegów. To tak, żebyście mogli na chwilę wniknąć w świat celebry.
Myślicie, że ostatnie rzekome poronienie ją powstrzyma? Nie. Tkwi w niej diabeł. Za to łudzące podobieństwo do kuli armatniej Edyta Herbuś obciągnęłaby całemu technikum. Za dynamizm i pluszowość w jednym należy docenić ten album jako wytwór postaci świadomie kreującej się na gwiazdeczkę i bawiącej się zręcznie łożyskami, którymi popłynie, przewidywalny zawsze, skandal. Także za kilka perełek (poza w/w: Not Fair, Him, kilka linijek o 2x za długiego openera), którymi na jakiś czas Lilly sforuje się na czoło peletonu śpiewających celebrities. Dopuszczam jednak myśl, że może po prostu mam słabość do takich rozwydrzonych gwiazdek To o ich tajemniczym życiu prywatnym, budzącym w mężczyźnie chęć posiadania, pisał Proust wcielając się w Swanna nękanego zazdrością o popularną Odetę. Tak czy siak, warto zapoznać się z Allen, nawet jeśli nie ma się za sobą managementu. To wcale nie ułatwia życia AŻ TAK. Serio: callnąć trzeba samemu zawsze. myspace