Lekko rozszerzona wersja od dawna nieobecnych 5.0's.

Driving With a Handbrake On
2009, Gusstaff Records / Sonic Records
Kiedy piosenka z DWaHO zmierza w stronę popu ktoś zaczyna grać stary, dobry rock. Kiedy ktoś postuluje grać teraz rocka, w połowie kawałka jego przeciwnik próbuje wymóc kompromis i chociaż zabarwić kawałek popem. Kiedy wokalistka zaczyna być rozpoznawalna i można zacząć spodziewać się lansu, skromni i staromodni członkowie zespołu wydają się hamować, aby z niego nie skorzystać i pozostać wiernymi ideałom sierpnia. Efektem tych pokrętnych strategii okazał się dziwny brak recenzji z prawdziwego zdarzenia i zastygnięcie w niepewnym rozkroku, którego chybotliwość spływa z płyty na odbiorcę każąc mu wierzyć, że nie słucha niczego ważnego - demka, cd-ra, streamu z myspace, ale na bank nie debiutu poważnego zespołu, w kontekście którego przez kilka sekund tu i ówdzie szeptano w kategoriach Grunwaldu.

Klamath
2009, Decor
Osiem lat temu Eitzel wydał Invisible Man i chyba stanęło na tym, że to jego największe dzieło. W kilku miejscach można znaleźć niepewne zachęty do przesłuchania Klamath, ale zdaje się, że pochodzą z wyrzutów sumienia i sentymentu. Eitzel to mocny gracz w swojej lidze i kiedy rzuca nowy album trudno bez skrępowania narzekać, ale też i coraz trudniej cieszyć SIĘ. Sytuacja jest podobna jak z tegorocznym wydaniem wcześniej niedostępnych kawałków American Analog Set: super, odświeżenie tego świetnego zespołu wydaje się potrzebne, ale pozostaje pytanie: kto tego posłucha i doceni w dobie tysiąca chorych płyt zdobywających mimo wszystko pierwsze miejsca na listach rocznych zwykłych zjadaczy przecież chleba? Kto nie ryzykuje i nie eksperymentuje ten się nie adaptuje i ginie ten. Prosta prawda, ale pewnie sami wiecie, jak trudno ją sobie czasem przetłumaczyć. Można dalej robić po cichu swoje i wszyscy będą was lubić, ale problem jest taki, że w was samych coś już będzie nie tak. Spojrzycie na siebie pewnego dnia i będziecie zmuszeni powiedzieć sobie, że gdzieś tam kiedyś zabrakło wam jaj. Domyślam się, że to boli i sporo do empatii dokłada mi, z całą dla niego sympatią, właśnie nowy Eitzel, kucający przy własnej drodze twórczej, aby z rezygnacją ciąć się po pupie czymś ostrym.

200 Tons of Bad Luck
2009, Invada
Z całego serca polecam tę płytę. Jest to bezsprzecznie Embryonic post-rocka z przybudówkami po dach zajebanymi oldschoolowym rockiem jak szopa dziadka papierówką. Jak pisze jeden z klientów Amazon: epic soundscapes with a dark, unsettling beauty; these are mournful, prog-folk stoner tunes with a narcotic morbidity. Like Pink Floyd meets Nick Cave. I jest tutaj nawet klasyk formuły: podniosły monolog, któremu akompaniują skradające się, narastające gitary. Jest kilka eksplozji, parę pasm transu, masa konkretnego rocka z lekko barowym, męskim wokalem. Problem jest jeden: po czwartym przesłuchaniu człowiek zaczyna się zastanawiać po co właściwie słuchał tego czwarty raz. Ale! dla miłośników gatunku pozycja nieodzowna, a i fani Modest Mouse lub Temple of the Dog znajdą tu coś dla siebie.

11 piosenek
2009, Universal
W jakim wieku dziewczyna staje się kobietą? Czy 40stki tworzące zespół to ciągle girlsband? Chyba tylko dlatego, że więcejsylabowy przedrostek zaburzyłby nośność sformułowania. Nieważne. Mimo, że sama idea jest wspaniała i jestem jej fanatykiem, przyznajmy: nikt nie musi 11 piosenek słuchać, żeby wiedzieć jak i co Andy grają. Dlatego gnębi tak naprawdę parę jedynie spraw doraźnych: jak można było tak zjebać Złote rybki - ten wspaniały, dziewczęcy, naiwny, łobuzersko elegancki utwór? Dlaczego coś się stało z tempem, coś się stało z rezygnacją i wyrzutem? Ze zjadliwą ironią tego podobno tak dobrze mnie znasz? Jak można było zaprosić do pisania tekstów Pawła Dunina-Wąsowicza? Przecież to obleśne i żadna kobieta nie powinna się do tego posuwać. Dlaczego tak mało instrumentalnej naiwności? Tych outr, które przecież wszystkim super gra się po pijaku i nie trzeba wiedzieć co to gitara. Co z polskim Electrelane? Może i nie jestem gentlemanem w tym momencie, ale kręcę nosem i to nie zawoalowanie. Skąd ta śmiałość niby w parciu pod prąd savoir-vivre'u? Wszyscy byli przygotowani na tę śmierć, nie zaprosiliśmy księdza, dlatego wszystko stało się tak szybko i nie ma już o czym rozmawiać, co wspominać.

Central Market
2009, Warp
Jako mistrz cierpliwej kontemplacji potrafię znieść wiele, ale Central Market to już skomasowana porcja kryptonu. Nie polubiłem Battles, nienawidzę Brakstona. Wszystko, czego w muzyce nie cierpię jest tutaj: radość, orkiestra, formalizm, sterylność, defibrylujący i deflorujący sam siebie intelektualizm, ciążenie ku syntezie masy przaśnych gówien w dział Ikei z wyposażeniem gabinetów stomatologicznych. W Człowieku demolce Stallone trafia do przyszłości i odwiedza kibel. Odkrywa, że nie ma w nim papieru tylko jakieś pastelowe muszelki, których zastosowania nie potrafi rozgryźć. Ilekroć mam do czynienia z taką płytą czuję się podobnie. Rozumiem kształt, domyślam się celu i akceptuję jego ewentualny brak, ale nie potrafię się z tym wszystkim zgodzić na gruncie filozofii: nadawanie papierowi toaletowemu nowej formy jest tylko pełnym hipokryzji wciskaniem pauzy w jedynym dążeniu, które naprawdę powinno nas interesować: wyeliminowaniu samego srania.
elo,
OdpowiedzUsuńlubie to!!!
jesli nie znasz, to posluchaj sobie chlopaku Daniel Land & The Modern Painters i Church - Song Force Crystal!
a kiedy bedzie bez sluchania II?
buziaczki,
paris
Jakie polskie Electrelane? Przecież one mają tylko 1 numer w tym klimacie. Zajebiście go zagrały na ostatnim Offie.
OdpowiedzUsuńWokal jest źle ustawiony, "Broniewski" zjebany, jak ja w poniedziałek.
W sumie posłuchać można, ale lepiej, jakby dziewczyny wydały foto-album.
No, ale plus jest taki, że znalazłem drugą osobę, która ie polubiła Battles.
@paris: elo, nie znam, ale może poznam przy Twoim boku? puścisz jak już mnie zaprosisz. a nowe 'bez słuchania' będzie chwilę przed morderstwem karpia. wypatruj znaków xoxo
OdpowiedzUsuń@ Drogi Marcinie, znam jeszcze dwie osoby, które nie lubią Battles. Jedna z nich sprowadziła sobie ich płytę zza granicy i bez odfoliowania wrzuciła do tej budki Czerwonego Krzyża. Nie wiem do kogo album trafił, ale prawdopodobnie jego fizyczna powłoka została jakoś bardzo utylitarnie wykorzystana albo wymieniona na crack i chuj Battles w dupę. O polskim Electrelane tak sobie rzuciłem (ściągnąłem skądś zresztą podświadomie), bo zdało mi się to stwierdzenie inspirująco absurdalnym, nawet jeśli uznamy, że 'ten jeden kawałek' się liczy. Z foto-albumem też bym nie przesadzał, jeśli będziemy pamiętać np. o tym, co się dzieje na niektórych stronach ostatniego numeru Zwierciadła (pierwszy od lat zalew *pięknych* Polek).
yo dog, co robisz w sylwestra? spedzasz go z nami w domku ze sniegiem i spiewasz last christmas i gave you my heart?
OdpowiedzUsuńw ciagu 2tygodni moj nowy apartament bedzie wykonczony i gotowy na przyjmowanie gosci, wtedy oczywiscie zapraszam i juz szykuje karkolomna playliste. glownym kryterium bedzie max 12 000 sluchaczy na last.fm oraz estetyka okladki. art of fighting i kunek lapia. nie mam pomyslow co jeszcze, ale bedziemy sluchac do upadlego.
OdpowiedzUsuńczy masz dready?
xxx
nie no dziewczyny... jakie i gave you my heart? gdzie kurwa yellow submarine? gdzie dramenbejsy? gdzie 'Disintegration'? nie będzie śniegu tej zimy. dready i last sprawiają, że póki co paris prowadzi. zabiegajcie. zdecydują ulubione bukiety kawowe, go!
OdpowiedzUsuń