sobota, 4 kwietnia 2009

coming soon Grizzly Bear - Veckatemist

coming soon
Grizzly Bear

Veckatemist
2009, Warp

possible 9.0



Fight!Suzan zdobywa bazę zostając pierwszym futurospektywnym blogiem o płytach na Ziemi! Ha. Moi foresight'ci całe boże dnie, bez wytchnienia i nie patyczkując się gryzą bombę, abyście mogli dowiedzieć się, co was czeka. Doszły was już newsy o absencji szczęścia, ale może ścieżki przetną się chociaż z nadchodzącym Grizzly Bearem. Osobiście mam bowiem takie przeczucie: w najbliższej przyszłości, po całym dniu mniej lub bardziej absorbujących czynności, kiedy w końcu będę mógł sobie posłuchać Veckatemist, padnie mi bateria i przez krótki czas serce moje będzie migotać: rozczarowaniem rzeczywistością, irytacją na własną lekkomyślność (po drodze będę mijał pięć kiosków), aby w końcu zacząć namiętnie tęsknić. Więc najprawdopodobniej będzie to bardzo dobra płyta.

Jeśli w okolicach dnia premiery ludzie zaczną rzucać żebrakom baterie zamiast drobnych mój dzień będzie bardziej przypominał ying i yang. Teraz wiecie już jak będzie można uratować czyjś świat. Grzech podebrania bateryjki niewidomemu, cygańskiemu dziecku zrównoważę bowiem dobrem odsłuchania Cheerleader, utworu, który prawdopodobnie wyznaczać będzie na tej płycie punkt ostatecznego przezwyciężenia stresu płynącego z obcowania z obiecującą muzyką. Lekki niepokój pojawia się zawsze, kiedy trzyma się z człowiekiem, na którym można polegać ot tak, z powodu jego głęboko zakorzenionej natury, a nie z powodu wzajemnej zależności. Z każdym podejściem tli się obawa, czy aby przez sen ten człowiek się nie zmienił. Ale nie. W przypadku Veckatemist się nie zmieni.

Zanosi się także na to, że Fine for Now - Cheerleader - Dory - Ready Able, okażą się być łańcuszkiem, dzięki któremu przypomnę sobie o możliwości odczuwania zachwytu. Magnez odrywa się od kości etc. Przyjemność wyzwoli się właściwie na każdym poziomie: estetycznego przeżycia samej cieplutkiej warstwy brzmieniowej, odprężenia czy wreszcie swobodnych, powolnych konkretyzacji, co zakłada przecież odparcie pokusy introspekcji i wyjście na zewnątrz, ku samej muzyce. Co niekiedy potrafi zaboleć. Tu nie będzie. Z powodu wysokiego potencjału ewokatywnego węzłowych momentów albumu. Prognozy są takie, że jeden z nich to 1:50-2:00 All We Ask.

Podczas pisania recenzji barierą nie do przebycia wyda mi się klasyfikacja gatunkowa i umowną próbkę przeskoczenia jej znajdziecie w tagach. Wypiszę je dla zasady, bo w sumie Veckatemist okaże się jednym z tych albumów, przy których nie chce się teoretyzować. Nie będzie zawierał jednocześnie żadnej spójnej opowieści czy konceptu, a raczej jeden konsekwentnie prowadzony rys charakterologiczny układający się w kontur melancholijnej radości jako reakcji na groteskową naturę świata. Do zo wtedy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz